Wiele miejsc i przemyśleń - Kraków, cz. II

20:05


Kontynuacja: (Część 1)
Ten wpis jest dość długi, lecz postaram się go ukrócić przynajmniej w tej "praktycznej" części, ponieważ tak, jak wspomniałem na moim Facebook'u, będzie on bardziej skierowany w stronę przemyśleń i wewnętrznych wrażeń. Mimo iż sporo zobaczyłem, nie będę tego tak rozlegle opisywać, mówienie o zwiedzaniu najczęściej odwiedzanego turystycznie miasta w Polsce może być nużące. A cóż, już zdążyłem wielokrotnie doświadczyć uczucia entuzjazmu, które niestety mimo swojej siły nie wychodzi poza mój organizm, więc niech starczy Wam garść zdjęć i kontrolowana relacja...
Moje "cyfrowe" wspomnienia nie są zawarte tylko w zdjęciach, lecz także w filmach, jednak takowych tutaj niestety nie pokażę, dlatego mam nadzieję, że nieco tych amatorskich zdjęć nada temu wszystkiemu trochę barwy.

Tak, jak wspomniałem, po spotkaniu wyruszyłem na zwiedzanie. Najpierw udałem się na Rynek Główny, który tylko orientacyjnie kojarzyłem z uwagi na swój prestiż oraz z poprzedniej wizyty.



 
No tak, krakusi bardzo lubią Mickiewicza.

Obejrzałem wszystko z grubsza, początkowo bardzo duże wrażenie. Następnie udałem się trochę dalej z pewnym zamiarem, pobłądziłem trochę.



















Kolejny fail, bo okazało się, że trochę za późno i jednej części planów na wieczór pierwszego dnia nici, całe to błądzenie i nerwy też bezcelowe. Wracając też lekko pobłądziłem, w takich chwilach zdaję sobie sprawę, że jednak moja orientacja w terenie często nie jest taka, jaka powinna być...
Mniejsza. Nogi coraz bardziej dawały o sobie znać, odetchnąłem na o dziwo opustoszałym Dworcu Głównym.


Dziwna atmosfera się wtedy zaczęła robić. W sumie może nie "dziwna" ale nadzwyczaj spokojna i "dudniąco cicha" mimo, że było jeszcze sporo przede mną. Musiałem się trochę ogarnąć, dlatego dałem sobie chwilę wytchnienia w Galerii.


Z powodu braku pomysłów i zbliżającej się późnej pory, wróciłem na Rynek, by tym razem zobaczyć, jak wygląda on wieczorem.



















Zabierzcie tego człowieka, fajna fontanna w tle!

No! I jest : )

Mimo, że zrobiło się zimno, na trochę się zatrzymałem przy tej fontannie. Ogólnie dopiero wtedy dotarło do mnie, co właściwie minęło, gdzie właściwie jestem i co właściwie zrobiłem przez ten cały dzień. Z jednej strony wszystko oceniałem bardzo dobrze, bo mimo nielicznych, małych niepowodzeń (które przecież być muszą) to wszystko ostatecznie poszło naprawdę spoko. Z drugiej zaś nasilało się uczucie, które miałem już od powrotu do centrum z tej mini wyprawy z błądzeniem w roli głównej. Trudno mi je opisać. Było to coś na miarę mieszanki melancholii i dziwnej pustki, luki w tym wszystkim. Niby coś naprawdę znajomego, ale był w tym jakiś nowy element. Tak naprawdę to wszystko było w mojej głowie i najzwyczajniej mógł na mnie zadziałać ten wieczór, po prostu w nieodpowiednim momencie, ale to mi coś mówiło, jak i łatwiej przybliżało wszystkie obawy związane z przyszłym dniem. Zbytnio, w złym czasie zraziłem się swoim brakiem orientacji, przez co to wszystko mnie uderzyło. Nie jestem wyjściowym człowiekiem, nigdy nie byłem. Miałem bardzo mało okazji by się z wieloma rzeczami obyć, tak jak wcześniej pisałem, nie jestem w stanie po prostu sobie wyjść z pustą głową. Dlatego też ten pierwszy dzień był podążaniem z celu do celu i mimo tego, że mniej więcej miałem plany na dalszy pobyt, czułem, że może on nie pójść po mojej myśli jeszcze bardziej niż już minione godziny. Z jednej strony dla niektórych może się to wydać śmieszne, dziwne, lecz należy zdawać sobie sprawę, że człowiek czasem może być więźniem własnej osobowości...
Tak myślałem, siedziałem, aż w końcu zebrałem się i zacząłem wracać, by zakończyć ten dzień.

Po drodze zobaczyłem w formie graffiti wizytówkę współczesnego internetu:

Musiałem się więc przespać z perspektywą misji przeżycia kolejnego dnia w miarę przyzwoicie bo wtedy miałem ochotę go bezpiecznie przeczekać aż do powrotu...


Kolejny dzień zacząłem naprawdę leniwie. Zdawałem sobie sprawę, że za wolno się zbieram do wyjścia, że tak być nie może. W końcu po załatwieniu wszystkiego, mogłem wyruszyć, by zwiedzić wszystkie miejsca, które jeszcze były w moich planach.
Już dobrze znaną drogą wszedłem na Stare Miasto:


Ach, tak bardzo średniowieczny klimat. Naprawdę coś przyjemnego dla oczu...

 Niektóre dzieci nie zaliczyły tego poranka do najmilszych... Przynajmniej z tego co widziałem :)

Kręcąc się jeszcze w kilku miejscach, dotarłem do pierwszego celu - jednego z bardziej cenionych przeze mnie obiektów w Krakowie - Uniwersytetu Jagiellońskiego (na zdjęciach konkretnie "Ogród Profesorski"):





Uwielbiam takie klimaty. Będąc w tym miejscu dosłownie poczułem całą tą historię oraz fakt jego wielkości i roli...

Miałem okazję minąć i zobaczyć jeszcze kilka wydziałów, lecz w większości podróż po części Starego Miasta poświęconej owej uczelni po prostu nagrywałem. Nie widziałem wszystkiego i jestem pewien, że jeszcze wiele zachwytu by mnie czekało, gdybym mógł to dokładniej zwiedzić.

Kolejny i jak się okazało najtrudniejszy cel: Kopiec Kościuszki. Wyruszyłem w długą drogę na zachód.

O! Moja piekarnia
Po drodze dotarło do mnie, że moje nogi odpoczęły w nocy tylko na trochę. Tak, jak mówiłem nie korzystałem z komunikacji a droga była naprawdę długa.




Ale najgorsze dopiero miało nadejść...
Alejka (pierwsze zdjęcie wpisu) ciągnęła się w nieskończoność. Po jakimś czasie wreszcie byłem u celu.


Widok, który zastałem na szczycie był tego wart, wspaniale tam było.
Zobaczyłem to wszystko z góry, rozejrzałem się w każdym kierunku i wszędzie widok był piękny. Ta sytuacja po raz kolejny uświadomiła mi gdzie jestem i co właśnie robię...


 Jednak gorszym uczuciem była perspektywa powrotu. Po krótkim południowym deszczu zrobiło się dość ciepło, słońce dawało o sobie znać a ja już na serio nie miałem sił. Jednak cóż mi pozostało.
Po rozkoszowaniu się wspaniałym miejscem trzeba było wracać...


Podczas powrotu już odpuściłem sobie robienie kolejnych zdjęć, skupiałem się tylko na tym, by iść.
Wreszcie zacząłem się zbliżać do kolejnego celu:



Podczas, gdy Wisła szalała w najlepsze.


Odpuszczę sobie większość zdjęć, bo akurat to miejsce nie jest większości obce.
 Znów urządziłem sobie dłuższą przerwę, tym razem na dziedzińcu Zamku.
Przypomniała mi się sytuacja ze wspomnianej wcześniejszej podróży, byłem wtedy w podstawówce. W tym samym miejscu kilka dobrych lat temu czułem się dokładnie tak samo. Pamiętam jak przed wejściem do Zamku z kolegą sobie nawzajem marudziliśmy, jak to nas bolą potwornie nogi i jakie to wszystko jest żałosne : ) Z perspektywy czasu chyba jest jakiś progres bo już robię tylko tą pierwszą rzecz z dwóch wspomnianych. Ponieważ oczywiście to wszystko jak najbardziej jest dla mnie cenne.



I jakoś się udało - pomyślałem. Może nie w 100% zadowalająco, ale dałem radę.
Miałem zamiar jeszcze udać się na Kopiec Krakusa, lecz mimo, że odpocząłem, wątpiłem, czy dam radę i czy wyrobię się w czasie, więc niestety tego jednego zaplanowanego punktu nie zaliczyłem.
Nie miałem już ochoty niczego wymyślać na siłę, to było wszystko, tak więc postanowiłem odetchnąć, pokręcić się oraz poświęcić ostatnie myśli i spojrzenia temu miastu, jeszcze zanim pojadę.

Oczywiście bohatera Krakowa zabraknąć nie mogło:

















Więc to wszystko zrobiłem i nie zostało mi nic innego, jak ogarnąć się i zdążyć na powrót.
Ale zanim: oto ostatnie zdjęcie z całej tej podróży:


Ok. godziny 19:00 wyjechałem z Krakowa. Wyczerpany, z nadmiarem bagażu w jego fizycznym rozumieniu, jak i bagażu myśli i wrażeń. Mimo to i podczas powrotu nie spałem.
Do Warszawy dotarłem przed północą. Tak skończyła się moja podróż...

Ok, to kilka zdań na koniec.
Im stawałem się starszy i bardziej świadomy otaczającej nas rzeczywistości, Kraków pokazywał mi się z coraz to gorszej strony i nie kłamiąc faktycznie takowe ma. Jednak ta podróż przypomniała mi, że wszystko ma też swoje plusy bo akurat w tym przypadku powoli o tym zacząłem zapominać. Zamknąłem oczy na ludzi, na wszystkie wady i po raz kolejny, jak kiedyś zobaczyłem piękne miasto ze wspaniale zachowaną historią i dawnym urokiem, zobaczyłem niezwykłe miejsca. Poczułem klimat, jakiego nie wcześniej czułem, myślałem o tym, o czym jeszcze nie myślałem. I to zapamiętam, mimo, że po prostu nie łapię teraz tego, że tam byłem ponad 2 tygodnie temu, to wspomnienia nadal są. Mógłbym od razu pisać całe podsumowanie mojej wiedzy i opinii o tym mieście, jednak chodzi tutaj o tą podróż i nie chcę tego psuć w mojej głowie...
Na zakończenie powiem tylko tyle:

Krakowianie, macie piękne miasto. Postarajcie się, by inne rzeczy też kiedyś stały się dobre i piękne. To jest możliwe...

You Might Also Like

0 komentarze